Strony

wtorek, 21 lipca 2015

Urodzinki bloga + OS niespodzianka!

Heej kochani!! ♥

Ktoś wie co dzisiaj jest??
Dokładnie 2 miesiące temu razem z Blancą Verdas postanowiłyśmy, że założymy nowego bloga o konkretnych parach. Tego samego dnia utworzyłam go i dodałam prolog. (Który jakimś cudem mi się usunął xD)
Nie było miesięcznicy, gdyż jeszcze wtedy nic nie miałyśmy do opublikowania i żadna z nas nie znała daty.

Zanim oddamy w wasze ręce OS napisany przeze mnie w całości chciałybyśmy wam podziękować!!

To dzięki wam ten blog istnieje. Wy okazaliście nam wsparcie w ciężkich chwilach. (Pomimo, że była jedna lub dwie) To wy czytacie te bazgrołu, które z trudem lub łatwością przychodzą nam do głowy. Każdy jeden komentarz od was wywołuje na naszych twarzach ogromny uśmiech! To tak jak dostać coś o czym się zawsze marzyło! Dosłownie! Chociaż jest was narazie niewielka gromandka czujemy, że mamy dla kogo pisać!

Dziękujemy wszystkim czytelnikom. Tym którzy komentują lub nie.. Każdemu! Nie będziemy wyliczać, bo nie chcemy pominąć kogoś i nie chcemy, żeby ktoś czuł się urażony. Dziękujemy wszystkim!! ♥♥

A teraz oddaję to nad czym pracowałam od połowy czerwca!


~~[]~~~~[]~~~~[]~~~~[]~~~~[]
Akcja rozgrywa się w Polsce.

UWAGA!!
1. Występuje język obcy! (rosyjski)
2. Tekst będzie tłumaczony w nawiasach.
3. One Shot zawiera dwie części!

Można się zakochać nie znając tej osoby i nie wiedząc o niej praktycznie nic? Odpowiedź jest prosta. Normalnie pewnie powiecie, że nie, ale po przeczytaniu tej historii zmienicie zdanie.

~ Miłość to siła wyższa, która nas ciągnie do tej, a nie innej osoby. ~

19.06.2014 r. czwartek
Był słoneczny dzień, Uroczystość Bożego Ciała jak dobrze pamiętacie. Następnego dnia miała wyruszyć pielgrzymka ze szkoły do miejsca pochówku dyrektora szkoły, który zginął podczas wojny. Znajdował się ok. 25 km. od placówki. Na dotarcie mieli dwa dni. Szedł kto chciał uczeń, dorosły. Pierwszego dnia co roku pokonywali 15 km. Drugiego 10 km. Ostatniego dnia (trzeciego) była cała uroczystość. Msza, uroczysty obiad, a kto chciał po południu, najczęściej wieczorem szedł na biesiadę.
- To jak idziemy jutro na tą pielgrzymkę? - Z kuchni można było usłyszeć głos Marii.
- No nie wiem. - odezwał się Federico.
- To jest daleko. - wtrąciła Violetta.
- Oj dajcie spokój dzieciaki. Przecież jak nas nogi będą boleć to tato przyjedzie i nas zabierze. - negocjowała pani Castillo.
- I ciasto będzie. - dodał Fede.
- No dobra. Możemy iść. - powiedziała nastolatka - To, o której pobudka?
- O 8:00 wyruszamy, więc o wpół do siódmej pobudka. Wstaniecie, dzieciaki?
- Jasne. - powiedzieli równo.

20.06.2014 r. piątek
- Kiedy idziemy? - jęczał młody Castillo.
- Jezu, ile tu ludzi. - stwierdziła Viola.
Nawet trochę młodzieży z zagranicy było. Właśnie szedł jakiś chłopak. Dziewczyna dobrze mu się przypatrzyła. Na początku wydał jej się niezbyt, ale po chwili stwierdziła, że jest całkiem ładny. Chyba każdy wie co te słowa oznaczają, gdy są wypowiedziane lub pomyślane przez dziewczynę. Przed szkołą czekali jeszcze ok. 15 minut. To właśnie w tym czasie zauważyła, że on nie jest ładny, tylko piękny! Najzwyczajniej w świecie jej się spodobał. Mało tego zakochała się. Czy można się zakochać od pierwszego wejrzenia? Można. Właśnie jej to się udało. Na tą pielgrzymkę poszła z jeszcze większą chęcią ze względu na niego. Teraz jej serce należało w większości do nieznajomego. Jeszcze nigdy nie zakochała się tak bardzo w tak krótkim czasie.

~ Moje życie zaczęło się tego dnia, gdy cię poznałam. ~

Podczas pielgrzymki chłopak niósł flagę swojego kraju. Z daleka uważnie go obserwowała.
- Nie bolą cię ręce Leon od niesienia flagi? - po pewnym czasie zapytał nauczyciel. Nie było słychać odpowiedzi. Zbyt wielki gwar był wkoło by można było usłyszeć coś z tak daleka. Po pewnym czasie był przystanek, później następny. Violetta, jej mama i brat wychodzili właśnie z budynku, w którym był poczęstunek, ponieważ Maria zadzwoniła po swojego męża widząc, że jej dzieci nie dają rady iść. Wtedy zobaczyła JEGO. Siedział na schodach ze swoim rodzeństwem i chyba przyjaciółmi. Śmiał się. Kochała jak się śmieje. Kochała jego uśmiech, ciemne oczy, rumieńce, wzystko. Jego urody nie dało się opisać. Nastolatka była smutna, że musi już iść, ale wiedziała, że jeszcze się zobaczą. Nie wiedziała jednak jaką niespodziankę zrobi jej los.

~ Myślała o nim z nieustającym zachwytem przez wiele nocy, gdy męczyły ją niespokojne sny. ~

21.06.2014 r. sobota
Violetta nie mogła spać w nocy. Cały czas myślała o chłopaku, którego wczoraj spotkała. Nigdy z nim nie rozmawiała, a czuła jakby znali się od maleńkiego dziecka. Nic o nim nie wiedziała oprócz tego, że ma na imię Leon, pochodzi z Ukrainy, ma młodszego brata ok. 9/10 lat i jego tato ma na imię Igor. Nie znała wieku Leona. Na oko wyglądał na jakieś 14 lat. To wszystko, a tak mało. Nagle dziewczyna zobaczyła czyjś samochód.
- Ciocia Priscilla przyjechała. - usłyszała głos brata.
- Ludmiła też? - spytała Violetta.
- Tak. - szybko wyszła na dwór gdzie czekała na nią ciocia Priscilla, wujek, Ludmiła i jej młodsi bracia Diego i Tomas. Bardzo ich lubiła. Z Ludmiłą dogadywała się świetnie. Była jak jej najlepsza przyjaciółka. Teraz Viola musiała jej wszystko powiedzieć.
- Cześć wszystkim. - powiedziała podchodząc do grupy trzynastolatka.
- Cześć. - ciotka ją tak uściskała, że nie mogła oddychać. Kobieta była siostrą Germana. Viola i Fede ją bardzo lubili. Bardziej niż jej męża, ale on też był spoko.
- Violetta mam do ciebie sprawę. - powiedziała pospiesznie Ludmiła.
- No mów.
- Chodź na spacer bo nie tutaj.
- Ok. W sumie też ci coś powiem. Ale teraz?
- Nie. Później... za jakieś 30 minut.
- To już cię nogi Violka nie bolą? - wtrąciła Maria.
- Nie! - krzyknęła dziewczyna. Równo o 16:30 tak jak była mowa wyszły na spacer. Do 'centrum' wioski miały ok. 2 km., ale droga zeszła im w błyskawicznym tempie. Razem się śmiały, żartowały, robiły zdjęcia. Zawsze, gdy są razem wariują. Jak to by inni powiedzieli, zachowują się jak idiotki. Miały tak tylko przy sobie i osobie lub osobach, które bardzo lubią.
- No to co chciałaś mi powiedzieć? - zapytała Violetta.
- Mam chłopaka!!! - wykrzyczała Ludmiła tak, aby usłyszał ją cały świat.
- No to gratuluję!! Jak się nazywa?
- Maxi... A ty? Miałaś mi coś powiedzieć.
- Tylko nikomu nie mów, ok?!
- Ok.
- Znak obietnicy. - po tych słowach obie dziewczyny wykonały kilka ruchów rękoma przy tym kilka razy je ściskając, przybijając piątkę itp.
- Możesz już mówić. - powiedziała Lu z niezwykle spokojnie twarzą.
- Wczoraj, kiedy szliśmy tam w drodze na ten grób, to szedł taki mega ładny chłopak, Heheh. - dziewczyna się szeroko uśmiechnęła i lekko zarumieniła.
- Ktoś tu się zakochał...
- Ty możesz, a ja nie?
- Yyy... sory, ale ja chodzę do 2 gimnazjum.
- No, a ja chodzę do 6 i co z tego?
- Dobra, nie kłóćmy się tylko opowiadaj co o nim wiesz!
- Wygląda na 14 lat, jest z Ukrainy, ma brata jakieś 9/10 lat, ma na imię Leon...
- Co? To wszystko?
- Nie, co ty. Jego ojciec ma na imię Igor. - na tym zakończyła. Zapadła cisza. - To wszystko. - dodała po chwili.
- Dziewczyno, ty nic o nim nie wiesz!!! Nie wiesz nawet ile ma lat!!! - Ludmiła była zszokowana.
- O jeju.. problem masz...
- Ja cię tylko chcę uchronić.
- Od czego?!! Od miłości?! - krzyczała ze łzami w oczach. - Sory, ale od tego ci się nie uda!! Nie da się uciec od miłości!!
- Nie... Ja po prostu...
- Nic nie mów, ok?! - po tych słowach Violetta pobiegła daleko przed siebie. Za sobą słyszała tylko wołanie jej imienia. Nie wiedziała, gdzie biegnie. Miała do wyboru iść na cmentarz, gdzie zawsze bywała, kiedy było jej smutno lub usiąść gdzieś na trawie w nierzucającym się miejscu. Wybrała drugą opcję. Dlaczego? Bo na cmentarzu Ludmi by ją znalazła. Usiadła na trawie pod drzewem. Jak się szło ulicą nie było jej widać, bo stary dąb ją zasłaniał. Dziewczyna cicho szlochała. Właśnie teraz potrzebowała pocieszenia, żeby ktoś ją przytulił. Nie rozumiała jak Ludmiła mogła tak powiedzieć. Sama przecież była w podobnej sytuacji. Miała już z 7 chłopaków i chciała jeszcze ją uchronić od miłości. Nagle usłyszała jak ktoś idzie. Wiedziała, że to pewnie kuzynka, ale nie chciała sprawdzać. W głębi duszy marzyła by był to ten niesamowicie przystojny Ukrainiec. (niesamowicie przystojny... hahahah xD ) Los jednak bywa okrutny i była to Lu.
- Viola, przepraszam! - wyjąkała po chwili blondynka.
- Ja też. - obie dziewczyny mocno się przytuliły. Nie mogły długo żyć w kłótni. U nich najdłuższa trwała 1 godzinę. Zbyt dużo je łączyło, by mogły dłużej być w niezgodzie. Ale jak to mówią, nawet najlepsze przyjaciółki muszą przeżyć kłótnię. Dziewczyny siedziały pod drzewem jeszcze ok. 5 minut. Przez ten czas zaczęła się ulewa, a następnie zaczęło w oddali grzmiać. (Dobrze napisałam? xd )
- Idziemy? - spytała zmoczona blondynka.
- Tak, ale do domu.
- Taki miałam zamiar. - w połowie drogi przyjechała po nich Maria.
- Co dziewczyny się włóczycie i telefonu nie odbieracie? - spytała z uśmiechem matka Violi.
- Telefon wyłączyłyśmy przed burzą. - powiedziały w jednym momencie, a po tym zaczęły się śmiać. Burza była coraz bliżej. Dźwięk pioruna uderzającego o ziemię lub drzewo był coraz głośniejszy. Federico, Tomas i Diego z zaciekawieniem patrzeli się w okno. Co chwila, któryś z nich wyglądał na dwór. Burza była dla nich czymś niesamowitym. Uwielbiali ją. Wręcz przeciwnie Violetta. Kiedy słyszała jaki kolwiek grzmot lub widziała błysk chowała się gdzie tylko mogła, oby nie słyszała, ani widziała. W dzień nie było tak źle. Gorzej nocą. Jeśli wcześniej, przed burzą nie zasnęła, to już spać nie mogła. Zawsze tak było. Pomimo tego, tym razem był wyjątek. Zmęczona dzisiejszym wydarzeniem położyła się na łóżko i zasnęła.
- I co ona będzie robić w nocy? - powiedziała sama do siebie pani Castillo.

22.06.2014 r. niedziela
- Co ja na siebie włoże?
- Pożyczycie żelazko?
- Macie jakieś lakiery?
- Federico kończ już!
- Gdzie mama? - takie wypowiedzi padały w domu Castillo. Wszyscy szykowali się do wielkiej uroczystości. Była to 74 rocznica śmierci dawnego dyrektora szkoły, w której uczyli się Federico i Violetta. Nikt nie zna właściwej daty. Obchody są zawsze w 2 lub 3 niedzielę czerwca. Na uroczystość zapraszano dyrektorów innych szkół, władze lokalne, przybyszów z innych krajów i Polski, pielgrzymów, księży oraz tutejszych mieszkańców, a oni zapraszali swoje rodziny. Tak też było i tym razem. Różnica jest taka, że synem jednego z dyrektorów jest... Leon. To oznacza, że będzie tutaj co roku. Z jednej strony jej dusza tańczyła ze szczęścia, a z drugiej grała marsz żałobny. Dlaczego? Zakochała się w nim, chciałaby widzieć go codziennie, ale miała nadzieję, że już się nie spotkają.
Po 1. Nie odwzajemniał jej uczucia.
Po 2. Miłość boli.
Gdzieś w najskrytszych zakamarkach mózgu jednak marzyła, żeby byli razem, żeby nie wyjeżdżał. Jej logiki nie mógł zrozumieć żaden człowiek, prawie żaden. Rozumiała ją tylko Ludmiła. Może dlatego, że były w podobnej sytuacji.. może. Chociaż nie chciała go już więcej zobaczyć nie wiedziała, jak przeżyje ten rok bez niego.
- Federico!!! Zabije cię!! - można było chyba na kilometr usłyszeć krzyk Violetty. - Zostawiłeś żelazko na mojej sukience!!!
- To nie chcący!
- Nie chcący?! To teraz nie chcący oddawaj moją 100!!!! Aha i z każdym kolejnym dniem zapłacisz 5 zł. więcej!
- Co się tu dzieje? - do akcji wkroczył German.
- Ten debil zostawił żelazko na mojej sukience!!
- Tylko nie debil! - powiedział wkurzony szesnastolatek.
- DEBIL! - krzyknęła Violetta.
- Ty.. - ojciec dwójki wskazał na chłopaka - chcę jeszcze dzisiaj widzieć jak oddajesz jej pieniądze. A ty - teraz wskazał na Vilu - nie wyrażaj się tak i naszykuj sobie coś innego.
- Tato, ta sukienka kosztowała 85 zł. - ze złością wtrącił Federico.
- Reszta za twoją głupotę! - krzyknęła Violetta i wybiegła z pomieszczenia. Była zła, a nawet wściekła na brata. To była jej ulubiona sukienka, którą jeszcze dostała od dziadka. Teraz nie ma ani dziadka, ani sukienki. Ze złości i z żalu uroniła kilka łez. Szybko wybrała nowy zestaw i poszła z nim do łazienki. Tam też lekko zakręciła włosy i pomałowała paznokcie na kremowy kolor. Całość świetnie ze sobą współgrała. Białe rurki, szara koszula w kratkę i czarne pantofelki. Jej ciemne włosy opadały na dżinsową kurtkę. Do kieszeni wrzuciła kilka drobniaków na watę cukrową. Już zadowolona wyszła z pomieszczenia.
Msza mijała dość długo. W końcu jest tak jakby odpustowa, a takie zawsze są dłuższe. Części nawet nie rozumiała, bo niektóre kawałki były w językach obcych. Właśnie wracała z Komunii, a jej oczy powędrowały na niego. Zabawiał swoją siostrzyczkę. Wyglądali tak uroczo... Wpatrywała by się dłużej, ale zdeżyła się z Ludmiłą. Zrezygnowana poszła dalej.
To już koniec mszy. Teraz wszyscy goście szli na obiad.
- Idziecie z nami? - zapytała Maria.
- Nie. My idziemy watę sobie kupić. - odpowiedziała Ludmiła.
- Ok. - Dziewczyny wyszły na ulicę i udały się w miejsce postoju budki. Gdy już dochodziły, ona ruszyła i odjechała. Dziewczyny zaczęły biec.
- Dobra.. I tak nie dogonimy jej. - powiedziała Ludmiła ledwo łapiąc oddech.
- Ale nie... Zatrzymała się! Biegnijmy! - krzyknęła Violetta.
- O Boże! Znów biec...
- Zatrzymaliśmy ją! - krzyczeli chłopcy (Fede, Tomas i Diego) kiedy dziewczyny dobiegły do budki.
- Tak jasne!! - okazało się, że niecałe 300 m. od poprzedniego postoju się teraz znajdują.
- Co podać? - powiedziała pani sprzedawczyni.
- Dwie waty. Miętową i egzotyczną. - odpowiedziała Ludmiła.
- Zaraz... Ja panią znam! Pani w szkole u nas pracuje! Może jakaś zniżka dla uczniów? - spytała Vilu.
- Niestety nie.
- Oooł....
- 7 zł. się należy.
- Czyli jednak!
- Specjalnie dla was. Nikomu więcej! - zaśmiała się kobieta.
- Dziękujemy! Do widzenia!
- Do widzenia! - ucieszone poszły w kierunku swoich rodziców. Podczas drogi rozmawiały o wszystkim i o niczym. Głównym tematem jednak był Leon.
- Widziałam go. Nawet ładny jest. - powiedziała Ludmiła przełykając kawałek waty.
- Nawet ładny? On jest piękny.
- Oj dobra, powiedziałam, że ładny, bo mam chłopaka. - tłumaczyła się blondwłosa. Widząc, że rodzina już na nie czeka nastolatki przyspieszyły kroku.

*** 3 godz. później ***
- Ciociu, obiad był pyszny. - stwierdził Diego.
- Potwierdzam! A teraz ja i Vilu idziemy na spacer.
- Wy to tylko na spacery chodzicie. - powiedziała Maria i promienie się uśmiechnęła.
- Dziewczyny gracie w nogę? - zapytał Tomas.
- Jak wrócimy.
- Kiedy wrocicie?
- Jest 16:49 więc za jakieś 2 godziny. - po tych słowach wyszły z domu. Obrały wczorajszy kierunek, czyli cmentarz. Zawsze jak Lu tutaj przyjeżdżała chodziły tam. To była ich tradycja. Przy okazji robiły masę zdjęć. Zawsze się świetnie bawiły. Ok. 2 godzin później wróciły do domu.
- Dzień dobry. - powiedziały widząc sąsiadów.
- Dzień dobry. - odpowiedzieli im Angie i Pablo.
- Idziecie z nami na biesiadę? - zaproponowała Priscilla.
- Idziemy? - spytała Lu.
- Możemy.
- Pójdziemy z wami. - powiedziała krótko Violetta.
- Dajcie mi 15 minut. - dodała Lu.
Po kilku minutach dziewczyny wyszły na podwórko i poszły w stronę samochodu.
- Wy jedziecie rowerami. - powiedział German. Wzdychając popędziły po rowery. Drogę przemierzyły w ok. 10 minut. (Biesiada była tam gdzie kościół, oczywiście nie w kościele, a pod altanką) Chwilę posiedziały popijając Pepsi. Nagle usłyszały głos Priscilli.
- Dziewczyny pojechałybyście, po więcej picia. - zrobiła maślane oczka. Bez słowa wstały z miejsca i ruszyły ku rowerom, a z tamtąd do domu. Po drodze spotkały ojca Lu.
- Jednak jedziesz? Przecież prowaszisz! (No wiecie co to dla dorosłych za impreza bez alkoholu)
- Pojedziemy do domu koło 17. Nie pójdziecie do szkoły. Jak będę tańczyć szybciej spale to co wypiję.
- Ok. - dziewczyny pojechały dalej przybijając sobie 'piątkę'. Dla nich to był najlepszy dzień ever. Nie wiedziały jednak co jeszcze je czeka. Z domu wzięły kilka napoi i sobie coś do jedzenia, bo stwierdziły, że nie będą jeść tego co tam jest. Po załatwieniu spraw fizjologicznych (?) (Dobrze?) ruszyły już drugi raz w tę samą drogę. Zostawiły rowery obok plebanii i poszły pod altankę.
- Po coś jeszcze mamy pojechać? - zapytała Violetta.
- Nie mam o co rąk wytrzeć - powiedział ojciec blondynki.
- O d.. spodnie sobie wytrzyj. - warknęła Ludmiła.
- Lusia! No jedźcie już!
Niechętnie ruszyły w kierunku domu. Po 30 minutach wróciły na miejsce.
- Wiecie.. - zaczęła Angie - kawę bym wypiła, ale nie wiem czy pożyczą.
- Tak. I przyjedziemy z czajnikiem. Świetny pomysł! - wtrąciła Viola.
- Słuchajcie! Użyczą nam kawy. - na słowa Germana dziewczyny głośno westchnęły. - Chcecie coś? - teraz zwrócił się do nich, a te tylko pokiwały przecząco głowami. Teraz w pełni mogły rozpocząć imprezę. Na początku, jak na każdej było drętwo, ale później się rozkręciła.
- Lu, chodź do toalety. - szepnęła Viola po pewnym czasie. Ta niechętnie się podniosła i podążyła za szatynką. Jednak kiedy z pola widzenia zniknął chłopak, który naprawdę był celem wędrówki obie się zatrzymały.
- Idiotka.. - Ludmiła zaczęła się cicho śmiać. - To był cel wyprawy?
- Cooo? Nieee..
- No to idź.
- Już mi się odechciało. - Z uśmiechem wróciły na miejsce. Minęło kilka piosenek nim zaczęły tańczyć. Wszyscy najwidoczniej świetnie się bawili. Co jedna piosenka to tańczyło więcej osób. Niektórzy byli lekko podpici mówiąc łagodnie. Jakiś starszy pan tańczył właśnie z belką podtrzymującą dach. Cała sala cicho się śmiała. Nieliczni nagrywali filmiki lub robili zdjęcia. Po chwili Ludmiła i Violetta usłyszały dźwięk swojej ulubionej piosenki i szybko popędziły na parkiet. Obok nich grupka dorosłych i dwoje nastolatków utworzyło koło. Blondynka siłą ciągnęła trzynastolatkę w środek. Pomimo oporu jaki stawiała szatynka, Lu osiągnęła swój cel. Teraz obie musiały się skupić. Nie mogły się skompromitować. Nie przed Leonem. Kiedy robiły 'ślimaczka' Ludmiła zawsze wypuszczała Viole tak, aby prawie zderzyła się z cudzoziemcem. Szatynka tylko posłała jej spojrzenie mówiące 'zabiję cię!', a Ludmi na to odpowiadała 'Też cię kocham.' i zaczynała się śmiać. Wkońcu była przerwa, aby czegoś się napić. Nastolatki chwyciły po Coca-Colę i z przerażeniem stwierdziły, że już jest końcówka. W tym momencie Pablo wyjął drugą butelkę spod stołu, a te tylko się do siebie uśmiechnęły.
- Wiesz... zatańczyłabym z nim. - szepnęła Vilu.
- Z kim?
- Z Leonem... - powiedziała z irytacją.
- Poprosić go? Najpierw mogę ja, żebyś nie wyszła na debilkę.
- Ok. - dziewczyna promiennie się uśmiechnęła. Kiedy tylko muzyka znów zaczęła grać blondynka przystąpiła do działania. Szepnęła coś na ucho chłopakowi, na co ten przytaknął i wstał. Po tym poszli na środek. Violetta z zaciekawieniem i zazdrością patrzyła na dwójkę. Zazdrością nie dlatego, że Lu może jej odbić Leona, ale dlatego, że jej się udało... i z nim tańczy. Bardzo pragnęła być na miejscu kuzynki i tańczyć z nim. Chciałaby kiedyś się odważyć podejść do niego i tak po prostu zagadać. Dziewczynie przyglądała się Priscilla. W pewnym momencie się do niej przysunęła.
- Idź do niego. Nie bój się. - powiedziała po czym wróciła na dawne miejsce. Violetta tylko spojrzała na ciotkę i miała nadzieję, że nie widać po niej, że się zakochała. Kiedy piosenka się zmieniła Li i Leon odeszli od siebie, a Viola odrazu zasypała pytaniami kuzynkę.
- Jak się tańczyło? Mówił coś? Jak pachnie?
- Co? - blondynka zaczęła się śmiać. - Pachnie ładnie. Wygląda też ładnie. Na koniec powiedział 'dziekuje'. Tańczy się dobrze. Ma bardzo lekkie ręce. - Tę piosenkę znów dziewczyny przetańczyły razem. A na następnej Ludmiła zaciągnęła Violę do Leona. Dziewczyna stawiała opór, chociaż marzyła o tej chwili.
- Zatańczysz z moją siostrą, a później ze mną?! - zapytała blondynka, na co nieznajomy przytaknął. Każde słowo, które powiedziała wcześniej Ludmiła było prawdą. Tańczyło się świetnie. Chłopak nucił melodię piosenki "Smereka". Dziewczyna nawet nie wiedziała, jak bardzo ta piosenka opisuje sytuacje. Może nie do końca, ale w dużym stopniu. Chciała spojrzeć w jego twarz, ale pech chciał, że był sporo wyższy od niej i widziała tylko połowę. Piosenka się skończyła i dziewczyna niechętnie ustąpiła miejsca Ludmile. Z przerażeniem stwierdziła, że zbliża się do niej jakiś pijany facet.
- Lu, on tu idzie. - wskazała na człowieka.
- Idź do mojego taty. - Z westchnieniem poszła po wujka. Miała małą nadzieję, że wezmą ją do siebie, ale nie...

Przyszła pora, aby iść do domu. Ludmiła i Violetta szły po rowery, kiedy zauważyły Leona i jego brata. Przyspieszyły kroku i ich dogoniły.
- Ładne masz oczy. - powiedziała Lu. - Dziekuje. - odpowiedział.
- I rumieńce. - dodała po chwili.
- Dziekuje. Ty też. - Violetta lekko się uśmiechnęła. - Wy jesteście stąd.
- Nie.
- Tak. - dziewczyny zaczęły się śmiać. - Ja jestem stąd, a ona to moja kuzynka i przyjechała do mnie. - objaśniła Viola.
- My jeszcze przyjdziemy. - powiedział chłopak zatrzymując się.
- Nas już nie będzie. Idziemy do domu. - odezwała się Ludmi.
- Что? Я не понимаю. (Co? Nie rozumiem?) - chłopcy zaczęli się śmiać.
- Мы идём в лома. (Idziemy do domu)
- Спать? (Spać?)
- Tak.
- A wy bedziecie za rok? - zapytał Leon, na co dziewczyny przytaknęły.
- To cześć.
- Czjesć. - Violetta była zarazem szczęśliwa, jak i smutna. Musi się rozstać z ukochanym na rok, a przed chwilą rozmawiała z nim. Jednak to szczęście wzięło górę i zadowolona poszła z rowerem w stronę domu.

~ Zanim Cię spotkałam nie wiedziałam co to znaczy spojrzeć na kogoś i po prostu uśmiechnąć się bez powodu.~

^^^^^^^^^^^^^^^^^^
Hej!
Dziś zamiast rozdziału urodzinowy One Shot.
To dopiero pierwsza z dwóch części. Mogłabym więcej napisać, ale nie zdążyłabym. Ta część przedstawia rok 2014, a jeszcze do opisania są wakacje i 2015 rok.
Przepraszam, że takie beznadzieje jest jako prezent dla was, ale po prostu nie miałam czasu żeby coś konkretnego napisać, a Blanca w niedzielę pojechała nad morze i wraca w sobotę.
Ta praca miała być inna, lepsza, ale nie wyszło. Oby 2 cześć była lepsza, bo tą zawaliłam. :/
Powiem, że niektóre fragmenty z tej części i drugiej są z mojego życia. :)

To chyba tylko tyle chciałam..

15 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. GRATULUJĘ ♡♡♡♡♡♡♡
      Dziękuję za pierwsze miejsce ♥
      TEN ONE SHOT JEST CUDOWNY I WSPANIALE MI SIĘ GO CZYTAŁO ♡
      Kotek, uczysz się rosyjskiego? ;*
      Bo ja tak -.- Czwórencje na koniec roku miałam :') Ach Kochanie! Wiesz co będzie 1 Września??? Ach! Potem to napiszę! XD Może sama się do myślisz (nie chodzi mi o początek szkoły xd)
      Kocham ♥♥♥♥♥

      Usuń
    2. Śliczny nagłówek ♡♡♡♡
      Zapomniałam dopisać xD

      Usuń
    3. Dziękuje! <3
      Tak sobie pomyślałam, że inni mogą mieć coś ładnego to my też. xD
      Tak, uczę się. 2 sprawdziany na półrocze mamy i pani myśli, że tyle wystarczy. xD
      Ja miałam bardzo naciąganą piątkę. (Nie wiem dlaczego skoro miałam 4 czwórki i dwie 5)
      nie mam pojęcia co to może być. może rocznica bloga??? tylko którego... :D
      Kocham! <333

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ojojoojojoj kochanaaaa!
      Dwa miesiące <3
      2
      cudowna liczba jak i część tego arcydzieła!
      kochana to jest takie realne ....
      Zakochałam się <3
      Dzięki z miejsce....
      czekam na nexta
      Kocham <3
      masz ogromny talent

      Usuń
    2. Dziękuje!
      Ja nie mam talentu!
      Kocham! <333

      Usuń
  3. No więc melduję się pod tym cudeńkiem !!! *,*
    Dzisiaj nie będę się zbytnio rozpisywać,bo niestety ale nowy rozdział sam się nie napiszę xD
    Ten OS jest śliczny, cudowny <3
    Masz talent, ale to już pewnie wiesz ;*
    Już dwa miesiące ? <3
    Szybko minęło...
    Ja też powinnam wziąć się za coś na urodzinki bloga xD
    Dobra muszę spadać :(
    Do następnego Kochana <3

    Kocham, Tini :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam żadnego talentu!
      Dziękuje!
      Kocham! <333

      Usuń
  4. Nie zeby cos ale rosyjskie d wyglada inaczej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam xD
      Niewielka literówka! :)

      Usuń
    2. No wiem ale musialam zwlaszcza ze musze go zakuwac... A wgl jak ci sie udalo wpisac te teksty po rusku ?

      Usuń
    3. Na telefonie pisałam.
      Przedstawiłam język z polskiego na rosyjski, później na polski weszłam w notatnik (albo sms-y) i zaczęłam pisać. A rosyjski został już po zmienieniu na polski i jest do tej pory :)
      Jeszcze jakiś chyba koreański mam xD

      Usuń
  5. Swietny kocie :)
    Milo mi sie to czytalo.
    U ciebie wybila dwu miesiecznica u mnie miesiac.
    OS cudowny czekam na drugo czesc.
    Jakbys miala chwile wolna zapraszam do mnie juntosparasiemprefedmilla.blogspot.pl

    OdpowiedzUsuń